wtorek, 1 sierpnia 2017

Calineczka 2, czyli sposób na UFOki :)

Też tak macie?
wydziergam coś, robi się bardzo miło, czysta przyjemność i błogość w sercu.
Zamykam oczka, wciągam nitki, blokuję i czuję potworny niedosyt.
Już się skończyło? tak szybko?





I zazwyczaj kolejne moje działanie wygląda tak:
przeglądam zapasy, wybieram włóczkę, łapię za druty i powtarzam przyjemne doświadczenie.




Na początku jest super,
dzierga się uroczo, przybywa szybko :)




Dziergam sobie rekreacyjnie,
w głowie rodzą się nowe pomysły, wyobraźnia pracuje, miło płynie czas.




Nowy pomysł powolutku się konkretyzuje,
i wkracza w fazę, w której niezbędne są pierwsze próby z drutami w ręku.

Przyjemność robienia dubla powoli sklęsa,
gdyż mój główny sposób na ufoki
(czyli robótki zaczęte i odłożone na później, z angielskiego UnFinishedObjects = UFO)
to posiadanie jak najmniejszej ilości drutów.

Innymi słowy:
chcesz zacząć nowe - skończ najpierw rozpoczęte, bo nie będziesz miała na czym robić :)




Metoda sprawdza się idealnie,
właściwie nie mam niepokończonych robótek.

Robię więc tego dubla coraz szybciej, choć z coraz mniejszą przyjemnością,
gdyż nowe już czeka w zawieszeniu
i to ono, to nowe, panuje już w moim serduchu i wyobraźni.




Na koniec włączam jakiś film, który lubię i twardo lecę przez pikotki.
Na zasadzie: nie dać się zmącić ani rozproszyć, tylko kończyć jak najszybciej :)

Film się kończy, pikotki też,
ja oddycham z ulgą, przy napisach wciągam nitki i od razu wrzucam do miski z wodą.

Jak namoczę, to już nie będzie przeproś - zblokować trzeba koniecznie!




Oddycham pełnią szczęścia i biorę się za nowe.

A to świeżo zblokowane wożę sobie tu i tam, robię fotki takie i owakie,
i utwierdzam w przekonaniu,
żeby pod żadnym pozorem nie kupować nowych drutów, dopóki te się jeszcze nie połamały :)




Metodę szczerze polecam,
wymaga siły woli tylko w dwóch momentach:
w sklepie, żeby nie kupić,
i po skończeniu, żeby wrzucić do wody.

Poza tym, cała reszta jest już tylko konsekwencją obu powyższych i nie trzeba ze sobą walczyć, tylko pogodzić się z sytuacją:
skoro drutów nie ma, to odłożyć stare i zacząć nowe po prostu fizycznie się nie da
oraz
skoro udzierg się moczy, to nie można go w tej wodzie zostawić, żeby się rozpuścił ... :)

Chusta na zdjęciach to Calineczka Dwa. Z Juniper Moon Farm Findley - powoli wyrabiam te wszystkie piękne kolory :)

Powstała dokładnie w sposób opisany powyżej,
w pierwszej połowie z potrzeby serca,
a w drugiej połowie z potrzeby rozpoczęcia Marysi (ale o Marysi to będzie dopiero za jakiś czas :))))




I tak miał być post o Calineczce, a wyszedł w połowie o UFOkach :)

Jak najmniej UFOków Wam życzę, i jak najwięcej czasu na dzierganie :)))
Pozdrawiam wakacyjnie!!!









10 komentarzy:

  1. Gratuluję konsekwencji , niestety ja mam mnóstwo i drutów i szydełek więc Twój sposób na UFO-ki u mnie nie zadziała. Piękna chusta pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jak ja bym chciała, żeby mi się tak bezproblemowo dziergało takie ulotne cudeńko. Pomarzyć dobra rzecz. Jedank chwilowo mogę się tylko pozachwycać Twoja piękną chustą.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prędzej kupię kolejne druty niż skończę coś co straciło swój robótkowy czar. Ty masz super konsekwentną metodę - może spróbuję ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna Calineczka. Warta "grzechu". Może kiedyś będzie w "Podziergajmy wspólnie" Wówczas się skuszę.
    Mam kilka zaczętych robótek w różnych technikach. Niektóre niestety leżą sobie dłuuuugo. Aż tu nagle trzeba zorganizować szybki upominek ... kończę i ... jestem z siebie dumna :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale tak się nie da z jedną parą drutów. Szydełko to co innego, ale drutów musi być więcej z numeru 😉

    OdpowiedzUsuń

  6. Mam troszkę "ufoczków" do wykończenia,tylko na razie i czasu i chęci na nie brak! Choć od czasu do czasu konsekwencja w dzierganiu działa prawidłowo, no ale wiadomo, jak jest:))
    Calineczka wciąż w moich marzeniach i może na grupie w którymś miesiącu będzie jej wspólne dzierganie? Śliczności projekt:))
    Serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja akurat mam druty z wymienną żyłką, więc co najwyżej brakuje mi żyłek :-D Ale w sumie też jestem zdania by kończyć to co się zaczęło. Chusta piękna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Calineczka przepiękna,zwłaszcza w tym kolorze.Wiele osób nie może sobie poradzić z ufokami.Twoje podejście do sprawy jest bardzo praktyczne,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piekna, zwiewna i taka eteryczna, ale to w końcu Calineczka:-). Gorąco pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna Calineczka :). Mam podobnie, tylko w moim przypadku ograniczam ilość żyłek a nie drutów. Bo co z tego, że drutów cała masa jak nie ma do czego ich przykręcić :D. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz.
Pozdrawiam serdecznie :)